Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etykiety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etykiety. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 października 2010

warka no.5 - Pszeniczne Dunkel-Weizen

Na wstępie chciałbym przeprosić sąsiadów za cierpienia spowodowane korzystaniem ze śrutownika podłączonego do wiertarki elektrycznej. Z przeprosinami wiążą się też jednak i podziękowania - Andrzejowi - za wypożyczenie tegoż demonicznego urządzenia.

 Warkę 5 zacząłem w południe. Organizacyjnie mały koszmar, nie mam jeszcze doświadczenia na tyle, żeby nie motać się i gubić na samym początku. No ale to jakby nieistotne.



Jak widać, paczuchy i paczuszki czekają spokojnie na zmielenie. Śrutownik pożyczyłem na tydzień, więc dziś mielę tylko tyle, ile trzeba na dwie warki. Taki jest bowiem zamysł - mniej mycia, mniej zachodu, skoro jedna warka się filtruje, dlaczego nie zacząć zacierać następnej?


W roli głównej pszeniczny ciemny, monachijski II i pilzneński. Drugoplanowo występuje śrutownik, za statystów robią puste butelki po piwie (no niestety, wiem, że wygląda jak w melinie, ale muszę w coś wlać swoje konfitury).


Oto i on. Ponoć mercedes wśród śrutowników, amerykański Maltmill. Cena tegoż to astronomiczne 1200zł. Szczerze? Zastanawiałbym się, czy wydać na niego 100zł.


Odmierzam porcje słodów.  Bardzo przydaje się tania, ale precyzyjna waga.


Stosuję się do receptury z Browamatora:

Słód pilzneński 1,3kg
Słód pszeniczny jasny 1.9kg
Słód monachijski typ II 0.6kg
Słód Carawheat (pszeniczny karmelowy) 0.2kg
Słód pszeniczny czekoladowy 0.05kg
Chmiel aromatyczny Lubelski 40g (w trzech porcjach po 20 / 10 / 10g)




Odmierzone porcje czekają na zmielenie, a ja w tym czasie...


... podłączam napęd do śrutownika. Nie jest to szczególnie skomplikowane, więc już po chwili gotowy jestem do aktu destrukcji, i kreacji zarazem.


Na początku miałem zamiar dawkować słód małym pojemniczkiem, ale szybko przestałem się bawić i poszło naprawdę szybko.


Prędzej czy później śrutownik trzeba będzie kupić. Ale nie Maltmilla za 1200, pomyślę nad czeskim Porketem za 180zł.


A tak fantastycznie wygląda ześrutowany słód. Trochę łusek, trochę ziaren, trochę mąki. Ot, przyroda.

  

Odmierzam wodę - trzymam się proporcji 1:3.
Wodę obliczam dla ok 4 kg słodów, co daje 12 litrów. Przegotowałem ją dzień wcześniej i postawiłem, żeby się odstała.


Dla zainteresowanych wklejam najświeższą tabelę jakości wody w Białymstoku.


Na zdjęciu w sumie to samo co wyżej, tylko nie mogłem się zdecydować które wybrać- na jednym widać jaki jestem przystojny, na drugim z kolei da się zauważyć fragment fajnego telewizora.


W czasie gdy woda podgrzewa się do temperatury 35' myję moje narzędzia. Trochę jak chirurg przy pracy, różnica w stopniu higieny.


Te zdjęcie zamieszczam bo nie pamiętam już, czego tam szukam. Może jak parę razy na nie spojrzę to wróci mi pamięć.


Poleciały pierwsze słody...


...i drugie, i trzecie.


Jeśli chodzi o przerwy, trzymałem się tego:

10 min (46') ferulikowa
15 min (53') białkowa
30 min (63') maltozowa
10 min (72') dekstrynowa



Słody monachijski, pilzneński i pszeniczny zacierałem razem od samego początku. Pszeniczny karmelowy dosypałem mniej więcej w połowie przerwy maltozowej, czekoladowy poszedł na sam koniec zacierania.


Niestety, nie miałem jak zrobić próby jodowej. Po prostu gdzieś zgubiłem flakonik z jodyną. Przetrzymałem więc zacier w temperaturze 76' przez 5-10 minut i wyłączyłem palniki.


Filtracja. Z doświadczenia wiem, że słody pszeniczne niechętnie współpracują jeśli chodzi o ten etap.


Póki w garze jeszcze jest dużo i gorąco, przenoszę zacier małymi porcjami. W ten sposób układam ładnie młóto na filtrze. Później nie będę już taki delikatny.


Właściwie, to dlaczego by tym nie zamieszać? Nie bardzo widzę sens w dbaniu o "nieruszalność" młóta. Po jakimś czasie przecież całość i tak się zapycha od mączki, i trzeba to jakoś rozruszać, żeby filtrowało dalej.


Tradycyjnie 2-3 pierwsze litry zwracam do zacieru i puszczam dalej w obieg.


Podczas gdy ja zajmuję się filtrowaniem, Asiunia, manager i kontrola jakości warzenia w jednej osobie, opracowuje recepturę do kolejnej warki.


Po filtrowaniu otrzymałem 16 litrów brzeczki. Do wysładzania użyłem 11-12 litrów wody.


Chmielenie Lubelskim według zasady:

80 min
20g w 10 min
10g w 50 min
10g w 75 min


Chłodnica wrzucona do gara 10 minut przed końcem chmielenia.


Zejście z wrzątku do temperatury 21' zajmuje ok. 20-30 minut, trochę długo, ale strumień nie był zbyt silny to raz, a dwa, to niezbyt często mieszałem brzeczkę.


Ok, zaczynają się problemy.

Uzyskałem 10 litrów (20 blg) po oddzieleniu chmielin, które w tym wypadku okazały się zajebiście upierdliwe. Tak jak wcześniej nigdy nie miałem z nimi problemów, odlepiały się elegancko od brzeczki, tak teraz... tragedia. Wolno opadały na dno, i były nad wyraz rozproszone, co utrudniało ich odfiltrowanie. Skorzystałem z muślinowej siateczki do chmielenia - wlewając do niej zacier i ściskając... porażka. Następnym razem granulat czy szyszki, nieważne- chmielenie robię w siateczkach.

Druga sprawa, zorientowałem się, że nie mam wody do uzupełnia objętości! Pognałem do najbliższego sklepu nocnego, który znajduje się kilometr ode mnie. Wróciłem razem z 24 litrami wody primavera...

Aby uzyskać 12 blg, dodałem 6 litrów wody. Wyszło mi więc tylko 16 litrów brzeczki! Zastanawiam się cały czas, gdzie, na jakim etapie produkcji miałem taką stratę wydajności.

Drożdże, WB-06, rehydratyzowałem jakiś czas wcześniej, więc szybciutko je dodałem do wiadra i zamknąłem temat. Pokrywa bez rurki, lekko przymknięta. Temperatura ok. 21'.


Wstyd się przyznać, ale podczas warzenia trochę się napiłem, i gdyby nie notatki i zdjęcia, to nad ranem bym się zdziwił, co robią pełne fermentatory w pokoju i dlaczego wszystko się lepi od słodu.
Co zrobić... w Lidlu była promocja - piwo pszeniczne Grafenwalder za 1.79zł! Kupiłem od razu 23 sztuki. A podczas pracy przy kotle człowiek jest tak zaabsorbowany, że nie liczy ile i czego wypił... Piwo, muszę przyznać, zacne. Moje skromne podniebienie podpowiada mi, że lepsze od Okocim Pszeniczne.

Tymczasem w połowie warzenia znajduje się kolejna warka... ale o tym już w następnym poście.

4 października 2010


Wszystko, poza objętością, wydaje się być w porządku. Po zapachu raczej nie poznam co z tego wyjdzie, woń silna, ale nie odpychająca. Bąbel trwały, śladów pleśni nie znalazłem. Nie będę tego ruszać przez tydzień, potem zmierzę blg i zadecyduję, czy dawać na cichą. Pewnie przy tak małej warce drożdże maksymalnie przejadły cukier.

10 października 2010


Przelewam na cichą, blg 3.

Ocena organoleptyczna:
- bez wyraźnego kwasu, tylko nieznacznie kwaskowate
- w miarę treściwe ("w miarę", bo nie tak treściwe jak warka nr.6, którą zlewałem parę minut wcześniej). 
- kolor całkiem całkiem, ale wolałbym, żeby był nieco ciemniejszy. W porównaniu do nr.6 bardziej mętne, i ciut jaśniejsze.
- brak infekcji!

Przelew do butelek 13-14 października. 


12 października 2010






Wstępna wersja etykiety- bez poprawnych danych (zostały z poprzedniej warki). Całokształt raczej już się nie zmieni.

środa, 21 lipca 2010

Festiwal Piwowarów - Birofilia 2010

Wysłałem w tym roku, po raz pierwszy zresztą, swoje etykiety na Konkurs Etykiet Piw Domowych, który odbywał się w ramach Festiwalu Piwowarów. Rzecz jasna nie wygrałem :) Poniżej moje etykiety oraz zwycięskie prace. Za rok spróbuję ponownie, tymczasem gratuluję zwycięzcom!




Zwycięskie prace:

niedziela, 16 maja 2010

warka no.4 - Stout

Korzystając z chwili wolnego czasu i faktu, że jest deszczowo - kolejna warka. Stout.
Start o 17:18, koniec ok. północy.


Tym razem nieskromnie przyznam, że poszło bezbłędnie. Temperatury, czasy, filtrowanie, wysładzanie i chmielenie - bez żadnego miotania się, zaglądania do notatek, wszystko na luzie i bez nerwówki.


 Z doświadczenia wyniesionego podczas warzenia RIA, słody palone i ciemne zostawiłem na koniec zacierania. Podgrzanie z temp. pokojowej do 35'c 12.3 litra wody (standardowo - nisko mineralizowana, filtrowana kranówka) zajęło mi niecałe 10 minut. Dodałem jasne słody, podgrzanie do 67'c trwało 15 minut. Temperaturę tą utrzymywałem przez 45 minut - bez problemu. Raz na 10 minut zaglądałem do gara, zamieszać i podgrzać brzeczkę - wystarczą dwa palniki na maksa przez kilka, kilkanaście sekund. Na gar pokrywa, i można się zająć czym innym - np. myciem i przygotowywaniem reszty sprzętu.

Tak jak poprzednio, także i teraz odpuściłem sobie laboratoryjną higienę - wychodzę z założenia, że na tym etapie szlag brzeczki trafić nie może - przecież czeka ją jeszcze godzinne gotowanie. Co się zalęgnie, pójdzie won, a co przeżyje... to i tak bym tego nie usunął :)


 Zapach taki sam jak w pozostałych warkach - boski! Sąsiedzi nie mogą mieć absolutnie żadnych pretensji. Pisałem już, że aromat ten kojarzy mi się z latem? Spaniem na sianie? Wakacjami, dzieciństwem? Ano tak.

Próba jodowa negatywna za pierwszym podejściem. Można sypać resztę.


Po dodaniu palonego jęczmienia i słodu Carafa (typ II)...


... i po dokładnym wymieszaniu.


Dogrzałem do temp. 72'c i utrzymałem przez 10 minut.W tak zwanym międzyczasie podgrzewałem wodę do wysładzania żeby potem nie czekać aż będzie odpowiednio gorąca - i takie spostrzeżenie, że to bez sensu :) Woda zdąży się podgrzać w czasie gdy młóto będzie się układać na filtrze, nie ma potrzeby cisnąć się na tak małej kuchence z tyloma garami.


Wszystko ląduje w fermentatorze zaopatrzonym w filtrator z oplotu. Jak zwykle, zapominam sprawdzić jaką objętość ma całość po zacieraniu (chociaż dane i tak nie byłby precyzyjne - podziałka na wiadrze nie poda mi przecież masy).


10-15 minut aż całość się ułoży. W moim wypadku wyglądało to mniej więcej tak.


Pierwsze 2-3 litry w obieg zamknięty. Wlewam je może zbyt chaotycznie, napowietrzając, czy też burząc ułożoną strukturę słodów, ale... ok, jak ktoś napisze mi, jak mam to robić, to tak zrobię :)


Dobrze, że blat kuchenny jest zazwyczaj wyżej niż podłoga. Ciekawe, jakbym przelewał, gdybym mieszkał na jednopoziomowej klepce.

A tak, wtedy mógłbym postawić to na taborecie.
Ale to nie to samo co blat.
 Blat to blat.


Młóto powolutku oddaje swoje cenne soki. Do wysładzania użyłem 9 litrów wody (średnia temp. 75'c). Na koniec całość troszkę wycisnąłem łyżką piwowarską. Ok, jeden błąd jednak popełniłem - właśnie przy tym - połamała się w dwóch miejscach. na drugi raz coś trzeba wymyślić nowego.


Do wymytego gara (aha, kwestia higieny, tak jak już pisałem w dezynfekcję / deratyzację się nie bawiłem, warka testowo obsłużona jedynie przez płyn Ludwik) przelałem 16.5 litra ekstraktu (dobrze to nazywam?). Jest godzina 20:07, więc zacieranie zajęło mi lekko ponad dwie godziny.


Podgrzanie do temperatury wrzenia zajęło mi tradycyjnie ok. godziny. Jeśli dobrze pamiętam. A może 40 minut?


Chmielenie dwuetapowe - w 5 i 40 minucie gotowania (15 i 10 gramów). Samo gotowanie zaś - 60 minut.


15-20 minut przed końcem chmielenia wrzuciłem do gara chłodnicę celem wyparzenia. Miałem to zrobić 10 minut przed końcem, ale pomyliłem się w obliczeniach. Dobrze, że nie pracuję w NASA :)


Muminek dzielnie zniósł kolejną porcję drożdży. Szczep Safale S-04, woda o temp. 23'c. Przykryłem jak zwykle folią aluminiową, i zająłem się innymi rzeczami - trochę się przestraszyłem, jak zdjąłem folię:


Zapewne wszystko przez to, że robię warkę praktycznie po sezonie - jest za gorąco. Urosły jak na drożdżach.


Zaczynamy odsysać - połamałem zatrzask od pompki. Nie wiem co to teraz za rzeczy produkują. Jakbym kupił taką 20 lat temu, służyłaby mi jeszcze przez 40 lat, a i syn by jeszcze z niej korzystał (do warzenia).


Napowietrzam. Przy kolejnej warce zrobię zdjęcie tak, żeby wyglądało jakbym oddawał mocz - może kogoś to śmieszy, to będzie wesoło.


Chmieliny odzyskałem, a jakże. Kilkukrotnie przecedzone przez różnej gęstości sitka, choć były mocno mętne, powędrowały do fermentatora. Bo tak sobie myślę - przecież podczas fermentacji i tak będę jeszcze znad osadu zlewał, i to dwa razy - a po prostu szkoda mi słodu. Chyba, że te resztki chmielu nie są pożądane podczas fermentacji? Jakieś posmaki zostawiają? Proszę doświadczonych piwowarów o komentarz.


Tak jak poprzednio odkryłem - moja kuchnia to tak naprawdę wyspecjalizowany browar! Wszystko zaprojektowane pod warzenie. Ale prędzej czy później będę musiał wykonać taki statyw specjalnie pod gar, i wiadro, żeby mogło stać pod kątem 45' - przydatne podczas filtrowania i oddzielania chmielin.


Wyszło 13 litrów o blg 19.
Małymi skokami, dodając wody, uzyskałem 21.5 litra warki o blg równym 12.


Oto, jak przedstawiało się "rozwadnianie":

19 blg -> 2 litry wody -> 16.5 blg
16.5blg -> 2 litry wody -> 15.5 blg
15.5 blg -> 2 litry wody -> 13.5 blg
13.5 blg -> 1 litr wody -> 13 blg
13 blg -> 1 litr wody -> 12.5 blg
12.5 blg -> 1 litr wody -> 12 blg

Drożdże zadane na 21'c. Jako, że były tak silnie spienione, zamieszałem nimi żeby lepiej się rozłożyły w brzeczce, a nie tylko pływały po wierzchu jak głupie.

18 maja 2010

Fermentacja ruszyła po ok. 10 godzinach - burzliwie! Akurat pogoda się popsuła, jak na życzenie. Mimo wszystko, jest za gorąco - w mieszkaniu 21-22'c, w brzeczce 23-24'c. Okna non stop pootwierane. Mam tylko nadzieję, że nie przyjdą w najbliższym czasie upalne dni, bo nie mam pojęcia, jak ja to schłodzę.

19 maja 2010

Fermentacja burzliwa ustała, już wczoraj wieczorem praktycznie bez bąbla się obeszło. Ciśnienie jest nadal, poziom w rurce nierówny, no ale przy takiej temperaturze nie dziwne, że to szybko przeszło. Zresztą, te dobre, drogie drożdże chyba tak właśnie pracują, bo przy poprzednich warkach też burzliwa nie trwała za długo.

Zrobiłem etykietę, troszkę odchodzę od poprzednich kształtów - po części dlatego, że w przypadku stouta ładniej mi się całość komponowała w prostokącie niż w owalu, po części z powodu wygody - nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak nudne było pieczołowite wycinanie owali.


Dane na etykiecie jeszcze nieaktualne, z poprzedniej warki - nie wiem, jakie będą terminy fermentacji ani nie znam daty butelkowania. Grafika jednak sama w sobie już się nie zmieni.

23 maja 2010

Zlałem na cichą, blg równe 4, w smaku zapowiada się niezłe piwo - wyraźnie czuć aromat kawy, lekko podpiwek zmieszany z hebanem / karmi. Zero kwasku. Kolor nieprzenikniony, po prostu kawa.


Starałem się nie zapowietrzyć, pierwszy raz też korzystam z systemu: wiadro z kranikiem - bez kranika - z powrotem do wiadra z kranikiem. Niewiele więcej roboty, a praktycznie nic już nie będę musiał robić - tylko podstawię butelki do rozlewu. Poprzednio zasysałem pompką, zapowietrzało - brałem zwykłą rurkę - musiał mi ktoś pomagać, teraz tylko odkręcę kurek i po sprawie.
W przyszłości zaopatrzę się w więcej fermentatorów z kranikiem.


Na dnie zostało wyjątkowo dużo osadu. Prawie na równi z reduktorem, który jest na wysokości ok. 2 cm! Szkoda było trochę to spuszczać do kibla (a możecie mi wierzyć, nie wyglądało to atrakcyjnie), ale nie znam się jeszcze na tyle na piwowarstwie, żeby odzyskiwać drożdże - zresztą, to i tak chyba nie na tym etapie.
Fermentacja cicha przebiega w temp. 23-24'c - myślę, że to górna granica dobrej kondycji drożdży, i raczej na kolejne warki przed latem już nie będę się porywał.

Planowane butelkowanie - pierwszy tydzień czerwca.

9 czerwca 2010

Butelkowałem 5 czerwca (dzięki mamo za pomoc!), dziś otworzyłem jedną butelkę, żeby sprawdzić czy nie ma infekcji. Tak jak się spodziewałem, nagazowanie praktycznie zerowe (na 20 litrów dałem 100gr glukozy - wiem, że niewiele, ale stouty w przyrodzie nie występują silnie nagazowane), smak ciekawy, treściwy - powiedziałbym 90% podpiwek, 9% kawa rozpuszczalna, 1% subtelności, które ciężko mi określić - palone, wędzone posmaki. Bardzo przyjemnie się całość zapowiada - myślę, że za minimum półtora miesiąca będzie dobre do picia.


Wyszło mi 42 butelki 0.5l, plus tradycyjnie 0.5l plastikowa - do okresowego sprawdzania stopnia nagazowania, więc można powiedzieć, w odróżnieniu od RIA, że to wydajna warka.


Tym samym kończę sezon 2009 / 2010.
Udało mi się z powodzeniem zrobić 3 warki, pszeniczne, irlandzkie i stout. Sprzęt wymyty i zniesiony do piwnicy; mam nadzieję na rychły koniec lata i chłodną jesień :) Na kolejny sezon planuję też dokupienie dodatkowych fermentatorów, więc będzie spory ruch.

Na blogu mało już będzie nowego się działo, będę jedynie sukcesywnie kontynuował i zamykał wątki z poszczególnymi warkami - aż do osuszenia ostatniej buteleczki :)