Tak więc, robiąc większe zakupy w sklepie w którym zaopatruję się cały czas w surowce - żeby uniknąć reklamy, powiem wprost - Browamator.pl - kupiłem słody, które wchodzą w skład gotowego zestawu pod nazwą "porter angielski".
Receptura była w pewnym momencie niejasna. Chodzi o dodatek słodu barwiącego - 0.2 kg. Założyłem (jak się później okazało słusznie), że najprawdopodobniej chodzi tu o Carafa III, i takiegoż słodu kupiłem z małym zapasem.Ucinając nawał przyszłych komentarzy: Nie, widoczne na zdjęciu dwa leżące luzem jabłka nie należały do zestawu. Kupiłem je w innym sklepie. Mam paragon jak coś.
Pełna receptura Portera angielskiego (wersja Browamator), z moją "poprawką" wygląda więc następująco:- słód pilzneński - 3.5 kg
- słód karmelowy ciemny - 0.2 kg
- Carafa III - 0.2 kg
- słód pszeniczny czekoladowy - 0.1 kg
- chmiel goryczkowy - 25 g
- chmiel aromatyczny - 25 g
- drożdże Safale S 04
No, i od razu ładniej się zrobiło jak pogrubiłem czcionkę.
Zacieranie jak każde inne (ojj, wpadamy w rutynę). Pewnie wszyscy skrycie wymiotują już na widok zdjęć gdy wsypuję słód do gara, więc w nowym roku taki mały prezent ode mnie - zdjęcie inne niż wszystkie! Podczas warzenia portera angielskiego piję porter angielski i mam nadzieję, że będzie przynajmniej w 98% tak samo dobry jak jego.... tato?
Podczas zacierania, tak jak zwykle zresztą, zrobiłem małą rozpiskę godzinową, więc wyraźnie widać, co ile czasu mi zajmuje:- 14 litrów wody podgrzałem do 70'c.
................................................................
- 15:20 - wsypuję słody podstawowe - temp. spada do 68'c
- 15:30 - leci połowa słodów barwiących. Drapię się po głowie. Minutę później wzruszam ramionami i leci druga połowa - temp. 67'c
- 16:10 - dogrzewanie do 77'c
- 16:18 - jest 77'c. Trzymam przez 10 minut. Oczywiście nie w rękach.
- 16:28 - koniec zacierania.
Ale śmieszne.Nie, to nie pacynka. To moja ręka.
Tak, reguluję przepływ brzeczki.
Nie, nie chodziłem do szkoły aktorskiej.
Tak, lubię Kermita.
15 litrów zacieru (godzina 16:33), zwrot 3 litrów mętnych, i o 16:36 nastawiam (ja, czy Kermit, co za różnica) na minimalną przepustowość.
Wysładzanie. 15 litrów wody w trzech dawkach po 5 litrów. Statystycznie wygląda to tak:- bez wysładzania (godzina 17:00) - zleciało 8 litrów
- pierwsze wysładzanie (godzina 17:20) - 13 litrów
- drugie wysładzanie (godzina 17:40) - prawie 18 litrów
- trzecie wysładzanie (godzina 18:00) - 22.5 litra
Zdjęciem dołączonym do opisu proszę się nie sugerować, garnek z 2 litrami wody nie jest tak ciężki na jaki wygląda. Jeśli tylko z tego powodu macie zrezygnować z warzenia piwa... Litości...
Nie ukrywam, piwo to warzyłem na prośbę siostry. Siostra lubi piwo, a ja kocham siostrę. Piwo miało być słodsze niż oryginalna wersja z Browamatora - stąd w recepturze dodatek w postaci pszenicy czekoladowej. Przeniosę się troszkę w czasie (mam ku temu warunki, ponieważ relację z warzenia tej warki publikuję z dwumiesięcznym opóźnieniem), krótko - pszenica czekoladowa nie wnosi słodkości.Piwo wyszło bardziej gorzkawo / cierpkie, niż bez jej dodatku. To tak ku przestrodze, chociaż liczę na komentarze potwierdzające / dementujące tą tezę.
Wiem, że scena jest nieco jak kadr z Kac Vegas, ale tym razem to ja zmagam się z materią a nie odwrotnie. Zapamiętam sobie te uczucie.Byłbym zapomniał o czym właściwie jest ten blog :)
Właściwy opis:
Na zdjęciu powyżej przechylam fermentator w celu wydobycia zeń zeznań w postaci kilku mililitrów brzeczki.
Jako dobry policjant wyjątkowo mam na sobie spodnie.
Czarny pasuje do wszystkiego, więc nic nie szkodzi jeśli chlapnie nieco na koszulkę. Nie dbam o to. Gorzej, jeśli na skarpety, bo słyszałem od znajomego, że od wilgoci można dostać grzyba.
Chmielenie jak zawsze - czysta przyjemność. Uczucie jakby odłączali cię od kroplówki - już na spokojnie można otworzyć sobie ósme piwo, na spokojnie iść na balkon siku zrobić, oddzwonić na policję i wycofać swoje wcześniejsze zeznania.Pełny luz...
...ale nie, zawsze musi przyjść ktoś, kto powie ci: wrzuć miedź do warki.W tak zwanym między czasie, gdy na samym starcie wrzuciłem Marynkę (godzina 18:44) a przed samym końcem (godzina 19.55) Aromatyczny, miałem swoje własne, prywatne chwile na rozmyślania. Doszedłem między innymi do wniosku, popartego obliczeniami, że doprowadzenie brzeczki do wrzątku zajmuje mi ok. 44 minuty.
To dobry czas na wyciągnięcie wniosków. Z cyklu "czy wiesz że": tyle dokładnie czasu zajął mi przelot z Warszawy do Stockholmu liniami LOT w 1995 roku.
Drożdże wesoło się kotłują pod okiem niezmordowanego reżysera Taty Muminka. Gdy ACTA zabierze mi redtube tylko to będę mógł oglądać.Tak czy inaczej - robią to w temperaturze 25'c.
Wolne w swojej dzikości. Wolne w swojej żądzy prokreacji. Wolne od praw autorskich.
Napowietrzanie brzeczki (zarazem jej zlewanie - godzina 20:31) - zaraz przed zadaniem spełnionych rozrodczo drożdży. Wyjątkowo bezboleśnie, klarownie, wzniośle, że tak powiem. Jak już wcześniej pisałem - to jedyny moment, kiedy warto napowietrzyć brzeczkę. Jako, że sztuczne oddychanie odpada, posiłkujemy się między innymi takimi metodami.
Wszystko jakieś takie pozamykane. Chmieliny się układają. Fermentator z brzeczką czeka na napowietrzanie drugiego stopnia. Drożdże myśląc, że ich przez folię nie widać, dochodzą do siebie i niespiesznie wdziewają swoją mikroskopijną bieliznę. Rurki od chłodnicy wiszą w dół, zapewne na skutek grawitacji.
Po chmieleniu mam 15'blg. Dodaję 2 litry kranówki. Takie czasy...
Hola hola, nie to, że mi z kieszeni nagle wypadło. To część druga napowietrzania. Zdjęcie poniżej nie miałoby bez tej wstawki żadnego sensu ("wstawka" mało poważnie brzmi w kontekście leżącej na ziemi pół litrowej butelki białego rumu...).
Prawa lewa, prawa lewa. Latamy tak sobie do momentu, aż brzeczka nam nie zwymiotuje - w ten sposób nie uzyskamy i tak więcej niż 8 ppm tlenu. Szczerze - więcej śmiechu niż sensu, butelka z rumem i tak cały czas wyskakuje spod wiadra, wdrapuje się na kuchenny blat i rozlewa do szklanek.Metoda mało wydajna.
Żegnajcie chmieliny, kochane mojeWitajcie drożdże szlachetne
Z brzeczki wezmę co swoje
W wiadrze tlen wam odetnę.
Tlen? Odetniesz? Po co?!
Nie wnikać, fermentować proszę
Nie raz budzę się nocą...
Ciszy w brzeczce nie znoszę...
Ciszy? Jakiej ciszy?!
Ciszy przed burzą!
Czy drożdż mnie słyszy?!
Drożdże ruszyć muszą!
Jeszcze tylko serduszko z Muminka w brzeczce wycięte - bo kocham to co robię.EDIT 25 stycznia 2012
Serduszko nie wyszło, piwo tak.
22 marca 2012
Dopiero wczoraj znalazłem trochę czasu, żeby usiąść do komputera i zrobić porządek z etykietami. Udało mi się stworzyć dwie, do tej warki i do Grodziskiego, warki 19.
















































