Słody i drożdże kupione w zestawie, tak jak poprzednio, z nadzieją na powtarzalność wyniku.
W dzisiejszej odsłonie nowy zawodnik na ringu: termometr zakupiony w IKEA, pozornie do mięsa. Po tej warce okazało się,że nadaje się też dobrze do zacierania. Jedyna jego wada to taka, że często się zawiesza przy dużej różnicy temperatur. Pewną niedogodnością może być też brak alarmu spadku temperatury poniżej wprowadzonej wartości (przekroczenie sygnalizuje jak najbardziej).
Termometr ma umieszczony z tyłu dość silny magnes, więc mogę go sobie wygodnie umiejscowić na okapie i w każdej chwili na wysokości oczu mam odczyt.
Szkoda, że ma ostre zakończenie, trzeba uważać podczas mierzenia, żeby nie porysować dna gara. Niemniej jego cena (nie pamiętam już dobrze, ok 20zł) nie była zaporowa, i póki co, służy mi dobrze. A sonda jest na tyle lekka, że można ją po prostu położyć na powierzchni zacieru i sama będzie opadać, podając w miarę realne odczyty.
Zacieranie:
- zasyp taki sam jak w przypadku poprzedniej warki IRA,
- 12 litrów wody 35'C,
Przerwy:
- 67'C przez 60 minut,
- 72'C przez 3-5 minut (próby jodowej nie robię już od dawna)
- 76'C i po osiągnięciu tej temperatury wyłączam palniki i szykuję się do filtrowania.
Wysładzanie:
- poprzednio wysładzałem 9-ma litrami o temp. 80'C, uzyskując 15 litrów brzeczki, ale po chmieleniu okazało się, że mam problemy z wydajnością (wyszło 18.5 litra). W tej warce do wysładzania użyłem 12 litrów wody (temp. bez zmian), finalnie do chmielenia miałem przygotowane ok. 18 litrów brzeczki.
- poprzednio filtrowałem na szybko, całość przeszła w ciągu 15 minut. Teraz bawiłem się kranikiem, ustawiłem na małą przepustowość i całość trwała ok. 45 minut.
Chmielenie standardowo dla IRA:
- 20 g Marynki w 5 minucie
- 30 g Lubelskiego w 30 minucie.
Chłodzenie przebiegło identycznie jak w przypadku poprzedniego zacieru. Zejście z 99'C do 20'C trwało 20 minut.
Dekantacja jak zwykle kłopotliwa. Nie wiem dlaczego, ale od jakiegoś czasu tak mam - chmieliny nie chcą zbitą, przepraszam, kupą, opaść na dno, i w rezultacie tracę 1-2 litra cennej brzeczki. Chociaż staram się jak mogę, co widać na załączonym poniżej obrazku...
Nie byłbym sobą, gdybym czegoś na koniec nie rozlał :)
Uparłem się, żeby odzyskać część warki z chmielin, ale skończyło się to dość smutno. Darowałem sobie; lepiej iść w jakość a nie w ilość. Zresztą, może ten zasyp tak już ma? Po raz drugi wyszła mi tak niska wydajność. Nie będę kombinować, dla 4 dodatkowych butelek nie warto ryzykować infekcji.
Tak czy inaczej, mam 12.5 litra przy blg równym 17.5. Rozwodniłem do 12.5 blg i uzyskałem ~18 litrów. Drożdże zadane, czekamy na wyniki...
PS Tak jak wcześniej pisałem, miałem w planie nagrać co nieco kamerą... nagrałem co nieco, ale na razie nic nie wrzucam. Może niebawem, przy okazji edycji posta... sprawa rozwojowa. Wygląda fajnie, ale muszę nad tym popracować.
2 kwietnia 2011
Zlewanie na cichą; na burzliwej postało sobie równo tydzień i starczy.
Próbki pobieram teraz tak: przemywam wodą menzurkę i ballingometr, wyparzam chochlę. Tylko chochla ma kontakt z brzeczką, próbkę sprawdzam w smaku i wylewam do zlewu. Dla 100ml piwa nie będę ryzykować zakażeniem...
4.5'blg. Norma. Śmiało można zlewać.
W smaku całkiem ok. Przede wszystkim - nie oceniam na tym etapie piwa, bo wiem już, jak bardzo się zmieni po cichej, refermentacji i leżakowaniu. Sprawdzam jedynie, czy nie jest zainfekowane. Nie jest! Lekko kwaśne, ale nie wykręca. Takie właśnie powinno być po burzliwej.
Piękna, mięciutka, pachnąca gęstwa czekająca na zebranie. Mówiłem już, że po zlaniu, przez chwilę wygląda jak rafa koralowa? Bardzo lubię drożdże. Mają w sobie coś magicznego.
OK. Zbieranie gęstwy. Sporo czytałem, każdy robi to po swojemu, każdy trochę inaczej. Napiszę jak ja to zrobiłem - a Wy sami ocenicie, czy to dobra, czy zła metoda.
- gęstwę zbierałem ostrożnie, żeby nie porysować dna fermentatora, wyparzoną chochlą.
- za nowe mieszkanie drożdżom posłużył słoik po ogórkach. Rzecz jasna dokładnie wymyty i wyparzony.
- nazbierało się tego całkiem sporo. Nie bawiłem się w dokładne zbieranie czystszych rejonów, po prostu ładowałem jak leci.
- słoiczek bez żadnego wirowania, przemywania czy czego tam jeszcze wstawiłem do lodówki. Pokrywa lekko zakręcona, tak, żeby pracujące drożdże nie rozsadziły szkła. Pod słoik podstawiłem na wszelki wypadek podstawkę, żeby nie zalało lodówki.
Ot, i wszystko!
16 kwietnia 2011
Czas butelkowania... Pomiar blg - 3', co wg. wzoru daje nam 4,6% alkoholu (doliczyć jeszcze trzeba wpływ refermentacji, gotowe będzie miało ok. 5%)
Butelki wymoczone w wannie (zrywanie etykiet), przepłukane wodą, sprawdzone w miarę dokładnie pod kątem pleśni - potem na 10 minutowe wyparzanie w temp. 200'C w piekarniku - mam nadzieję, że to wystarczające środki ochrony przed infekcją (której obawiam się coraz bardziej, z każdą kolejną warką mam bowiem wrażenie, że coraz bardziej odpuszczam sobie sterylność)
Glukozy na 18 litrów dałem 180 g. Czyli praktycznie tyle samo, co w przypadku pierwszej warki IRA. Jedyna różnica, to sposób podania - wcześniej glukozę sypałem do pustego fermentatora, i przelewałem do niego piwo. Tym razem odwrotnie - odmierzoną ilość wsypałem do przygotowanego wiadra - natychmiast pojawiła się niesamowita, gęsta pianka.
Oczywiście próbowałem i pianki, i samego piwa. Smak po prostu zajebisty :)
Jeśli wszystko pójdzie tak dalej, będzie to moje najlepsze piwo. Już na tym etapie była wyczuwalna lekka goryczka, treściwość, i, co istotne, praktycznie bez kwaskowatości.
Całość dokładnie wymieszałem, i przelałem do przygotowanych wcześniej butelek. Wyszło ich 37. Zakapslowane wylądowały w skrzynkach i zostaną jutro zniesione do piwnicy.
Etykieta pozostaje po poprzedniej warce, jedynie lekko zmieniona i uaktualniona.
16 kwietnia 2011
Z pewnymi obawami przyniosłem z piwnicy jedną buteleczkę, schłodziłem, i otworzyłem.
Lekkie syknięcie było, ale na porządne nagazowanie przyjdzie mi jeszcze poczekać. Podejrzewam, że nawet miesiąc. Porównując do poprzedniej warki, to dziwna sprawa - wszystko niby tak samo, nawet ta sama pora roku, ale w nagazowaniu kolosalna różnica. Zastanawiam się, czy wpływ ma na to kondycja drożdży, czy możne temperatura? W piwnicy jest dość chłodno...
Smak. Jest OK! Czy raczej - będzie ok, jak będzie gaz. ZERO kwasu, powiedziałbym nawet, że piwo jest lekko słodkawe (czyżby nie ruszona przez drożdże glukoza?). Delikatna goryczka, lekko cierpkie na końcu, już teraz bardzo treściwe, potem może być już tylko lepiej. Najważniejsze - brak infekcji, zmory mojej największej (_jeszcze_ nie miałem, więc wiem, że się zbliża...). Nie wiem dlaczego, miałem też skojarzenia z wędzonymi słodami.
Cóż, czekamy! Za tydzień kolejna butelka.

Co się z Tobą kolego dzieje? Nic od kwietnia się nie odzywasz?
OdpowiedzUsuńProblemy osobiste kolego. Opisy na plan dalszy zeszły, niestety...
OdpowiedzUsuń