Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dunkel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dunkel. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 października 2010

warka no.7 - Pszeniczne Dunkel-Weizen #3

Start o 14:00, właściwie czysto spontaniczny, bo nie do końca wiedziałem czy mi się chce dziś warzyć. Słody mam przygotowane na pszeniczne, ale nie mam pszenicznych drożdży - po krótkim konsultingu z bardziej doświadczonym kolegą postanowiłem jednak poeksperymentować.

Pojawia się problem z określeniem gatunku piwa - pszeniczny zasyp, niepszeniczne drożdże, co z tego wyjdzie? Co tak naprawdę decyduje o nazwie trunku? Zacieranie, czy fermentacja? Posta, jak i same piwo tytułować będę jednak patrząc po słodach.

Generalnie - poszło gładko, wydajność wysoka (poprawiłem błędy popełnione przy poprzednich dwóch warkach), ale nie obeszło się bez strat. Może się też okazać, że to będzie pierwsza warka, która powędruje do kibla - ale o tym później.


Skład taki sam jak w przypadku warki 6 (tylko inne proporcje i zestawienie słodów dodatkowych):

Słód pszeniczny Weyermann 2,0kg
Słód monachijski Weyermann typ II  1kg
Słód pilzneński Weyermann 1kg

Słód Carawheat (pszeniczny karmelowy) 50 gr
Słód Caramunich III 110 gr
Słód pszeniczny czekoladowy 60 gr



Zacieranie:

15 min (48')
10 min (53') 
30 min (63')
- w połowie przerwy dodałem Caramunich, a pod jej koniec Carawheat
10 min (72')

- i na koniec pszeniczny czekoladowy.



Woda kranowa, ogrzana do temperatury 36'c, proporcje tradycyjnie: słody / woda 1:3. Z próby jodowej rezygnuję ostatecznie (nawet nie dlatego, że zdążyłem już dodać słody barwiące, po prostu wydaje mi się zbyteczna).


Mając na uwadze poprzednie problemy z wydajnością, postanowiłem szczególną uwagę zwrócić na filtrowanie.


Po zwróceniu pierwszych 3 litrów kranik nastawiłem na małą przepustowość i pozwoliłem w spokoju działać grawitacji. 
Wysładzałem 12 litrami przegotowanej wody o średniej temp. 76'c, i po 4 godzinach miałem 16,5 litra odfiltrowanej brzeczki.


Kiedy już praktycznie przestało filtrować, użyłem pokrywki od garnka do wyciskania młóta. Powiem szczerze, że świetnie się to sprawdzało, i myślę, że da się w ten sposób wycisnąć dodatkowy litr - ile dokładnie, sprawdzę przy kolejnej warce.


Pomiar blg, wcześniej nigdy nie robiłem tego na tym etapie. Przy temp. 35'c miałem ok. 8 blg, co daje po korekcie ok 10 blg. Przy założeniach, że dążę do 12 blg po chmieleniu, jest ok.


Odfiltrowane młóto po raz kolejny ląduje w koszu, na co zawsze z żalem patrzę. Czekam na jakiś przepis, jakieś ciasteczka czy coś. Na pewno da się z tego coś zrobić... Dekantacja, i przechodzimy do chmielenia.
Pytanie: jaki sens jest dbanie o higienę pracy, przemywanie chlorem sprzętu, wyparzanie itp., skoro i tak na końcu zasysamy rurkę ustami?


Mój wierny osprzęt. Łyżka do gotowania makaronu, która spisuje się fenomenalnie (jest elastyczna i giętka, nie ma szans, żeby się połamała - tak jak łyżka piwowarska...)
Obok termometr. Prawda, że wydaje się być smutny? Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem, ale on najwyraźniej coś przeczuwał. Spadł z blatu i się potłukł parę godzin później. Całe szczęście, nie był rtęciowy. Żegnaj, termo! Dzielnie mi towarzyszyłeś przez ostatnie 6 warek.


Waga jest super. Dzięki niej wiem na przykład, że kartka papieru waży 1 gr.


Chmielenie 80 minut:

20 gr aromatycznego w 10 minucie
10 gr aromatycznego w 65 minucie


Pisałem wcześniej o wydajności. Drugim sposobem na jej wzrost jest gotowanie na granicy wrzenia - tak mi się przynajmniej wydaje. Nie doprowadzałem tym razem do agresywnego bulgotania, cały czas starałem się utrzymać stan "kręgów" na powierzchni. Myślę, że w ten sposób mogło odparować mniej brzeczki.


Gotowanie jak zwykle bez pokrywy. Zauważyłem też pierwsze szkody wyrządzone przez warki - osłonka na żarówkę w okapie wygięła się od ciągłego gorąca - musiałem ją oderwać. Poza tym w mieszkaniu, poza niesamowitym aromatem, panuje potworna wilgoć - nie pomaga nawet włączenie okapu ani otwarte okna. Szyby pocą się jak dziwka w kościele, i zaczynam już myśleć co na to poradzić żeby nie złapać grzyba.


Na ostatnie 10 minut chłodnica.Chłodzenie - od 96'c do 23'c w 30 minut.


Zasysamy i lecimy. Tym razem chmieliny grzecznie położyły się na dnie gara.


Ale i tak im nie odpuściłem. Na lejek naciągnąłem siateczkę do gotowania chmielu, i zacząłem filtrować gęsty muł który mi pozostał.


Tak to apetycznie wygląda. Zabieg powtórzyłem dwukrotnie.


Uzyskałem w ten sposób dodatkowy litr brzeczki. Nie jest może pierwszej klasy, klarowności zero, ale i tak mam zamiar go użyć - zbierać gęstwy z tej warki nie będę, więc może mi na dnie się zbierać w dowolnej ilości. Chyba, że obecność tych kłaczków negatywnie wpływa na smak lub przeszkadza drożdżom - zweryfikujemy za miesiąc...

Ok, uzyskałem 12 litrów - po oddzieleniu chmielin i dodaniu tego przefiltrowanego litra. Blg wysokie, 20.5. Po dodaniu wody otrzymałem lekko ponad 20 litrów o blg 12.


Bohater wieczoru, Saflager W-34/70.
Rehydratyzacja, i poszło do fermentatora o 1:00, po 11 godzinach warzenia.

Po minucie wróciłem do kuchni, i wyciągnąłem z kosza pustą saszetkę. Czytam - saflager. Na dzwięk "lager" zrobiło mi się zimno. Mało tego, że drożdże nie pszeniczne to jeszcze do lagerów (temp. fermentacji 9-12'c).
No ale co zrobić? Postawiłem na parapecie, otworzyłem okno - temperatura po całej nocy spadła do 19'c (wg. wskazań termometru z fermentatora), termometr położony na pokrywie wskazywał ok 13'c, może coś z tego będzie. Najbardziej obawiam się, czy fermentacja w ogóle ruszy.

niedziela, 10 października 2010

warka no.6 - Pszeniczne Dunkel-Weizen #2

Tak jak już wspominałem, tej feralnej, pijackiej soboty udało mi się zrobić dwie warki. Pierwszą opisałem, bo mniej więcej pamiętam co i jak. Do rekonstrukcji drugiej używam notatek spisanych przez kontrolera jakości, panią Asiunię.


Przede wszystkim, użyta została inna receptura- w poprzedniej warce korzystałem z przepisu Browamatora, teraz zaś z Piwo.org:

Słód pszeniczny Weyermann 2,0kg
Słód monachijski Weyermann typ II  1kg
Słód pilzneński Weyermann 1kg
Słód czekoladowy pszeniczny Weyermann 30g
Chmiel aromatyczny Lubelski 30g (w dwóch porcjach po 15g)
Drożdże Safbrew WB-06


Od siebie dodaliśmy Caramunich III 150g.

Całość zalana 12.5 litrami wody (oprócz słodów dodatkowych). Woda kranowa, podgrzana do 35'c.
 

Zacieranie tak samo jak w poprzedniej warce, przypomnę:

10 min (46') ferulikowa
15 min (53') białkowa
30 min (63') maltozowa
10 min (72') dekstrynowa



Niestety, niski wzrost wpływa znacząco na komfort pracy...


...ale mały podeścik rozwiązał problem.


Trzymanie temperatur przebiegło bez większego problemu.


Na koniec wchodzą słody dodatkowe.


W pewnym momencie pojawił się nawet nieśmiały uśmiech, czyli będzie dobrze... Próby jodowej nie robimy, nadal nie odnalazł się flakonik z odczynnikiem. Zacier przetrzymany w temperaturze 72' przez 9 minut.


Filtracja. Powtórka z poprzedniej warki, takie same słody, taki sam problem- jednak pszenniczne naprawdę kiepsko się filtrują.


Do wysładzania użyliśmy 11 litrów wody. W ten sposób otrzymaliśmy 16.5 litra brzeczki gotowej do chmielenia.


Chmielenie (Lubelski):

80 min
20g w 10 min
10g w 65 min



W czasie, gdy chłodzi się brzeczka, Asiunia przygotowuje drożdże. Jak widać na załączonym obrazku, piwowar odziany jest w firmową koszulkę z elefantem. Miejmy nadzieję, że wpłynie to dodatnio na jakość piwa.


To zaś wygląda mi na tzw. przełom (Osad złożony głównie z białek i garbników wytrącający się w postaci kłaczków w trakcie gotowania brzeczki z chmielem. Dobry przełom to obecność dużych, zwartych kłaczków pływających w klarownej brzeczce - wiki piwo.org)

Zlewanie, zadawanie drożdżami (po schłodzeniu do 21'c) i sprzątanie odbywało się w komfortowej porze - o 3 nad ranem. Z tego naprawdę musi wyjść coś dobrego :) Niestety, objętościowo także znaczny spadek wydajności - 15 litrów 12 blg (woda do uzyskania właściwego blg - tym razem primavera)

10 października 2010


Jakby nie patrzeć, plamka na powierzchni brzeczki ułożyła się w kształt chudego słonia, znaczy można przelewać na cichą.
Mycie sprzętu - gorąca woda i płyn do mycia naczyń. Chlor zostawię tylko na butelki.


Krajobraz po bitwie. Chciałem odzyskać gęstwę, ale tak to już jest, jak się wcześniej nie przygotuje potrzebnych rzeczy. Okazało się, że nie mam ani jednej nadającej się butelki ani słoika, żeby ją przelać.


Z drugiej strony, nie wiem, czy taka zanieczyszczona brązowymi skrzepami (smacznego, dziękuję) gęstwa nadaje się do odzysku. Może powinienem najpierw zebrać wszelki osad z powierzchni, i dopiero potem, po dekantacji bawić się w wybieranie osadu.


Tak czy inaczej, zlewam. Idzie całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że przy okazji staram się jeszcze robić zdjęcia.


Blg wskazuje 2,5. Próbki, mimo, że i tak piwa będzie mało, nie zlewam z powrotem. Ale też nie wylałem.

Ocena organoleptyczna: 
- niska kwaskowatość
- treściwe, jak na tak młode piwo
- dość głęboki, ciemny kolor

Co najważniejsze - brak infekcji.
Planowany rozlew z glukozą 13-14 października, jeśli blg już się nie ruszy. Pod koniec miesiąca będzie gotowe.

niedziela, 3 października 2010

warka no.5 - Pszeniczne Dunkel-Weizen

Na wstępie chciałbym przeprosić sąsiadów za cierpienia spowodowane korzystaniem ze śrutownika podłączonego do wiertarki elektrycznej. Z przeprosinami wiążą się też jednak i podziękowania - Andrzejowi - za wypożyczenie tegoż demonicznego urządzenia.

 Warkę 5 zacząłem w południe. Organizacyjnie mały koszmar, nie mam jeszcze doświadczenia na tyle, żeby nie motać się i gubić na samym początku. No ale to jakby nieistotne.



Jak widać, paczuchy i paczuszki czekają spokojnie na zmielenie. Śrutownik pożyczyłem na tydzień, więc dziś mielę tylko tyle, ile trzeba na dwie warki. Taki jest bowiem zamysł - mniej mycia, mniej zachodu, skoro jedna warka się filtruje, dlaczego nie zacząć zacierać następnej?


W roli głównej pszeniczny ciemny, monachijski II i pilzneński. Drugoplanowo występuje śrutownik, za statystów robią puste butelki po piwie (no niestety, wiem, że wygląda jak w melinie, ale muszę w coś wlać swoje konfitury).


Oto i on. Ponoć mercedes wśród śrutowników, amerykański Maltmill. Cena tegoż to astronomiczne 1200zł. Szczerze? Zastanawiałbym się, czy wydać na niego 100zł.


Odmierzam porcje słodów.  Bardzo przydaje się tania, ale precyzyjna waga.


Stosuję się do receptury z Browamatora:

Słód pilzneński 1,3kg
Słód pszeniczny jasny 1.9kg
Słód monachijski typ II 0.6kg
Słód Carawheat (pszeniczny karmelowy) 0.2kg
Słód pszeniczny czekoladowy 0.05kg
Chmiel aromatyczny Lubelski 40g (w trzech porcjach po 20 / 10 / 10g)




Odmierzone porcje czekają na zmielenie, a ja w tym czasie...


... podłączam napęd do śrutownika. Nie jest to szczególnie skomplikowane, więc już po chwili gotowy jestem do aktu destrukcji, i kreacji zarazem.


Na początku miałem zamiar dawkować słód małym pojemniczkiem, ale szybko przestałem się bawić i poszło naprawdę szybko.


Prędzej czy później śrutownik trzeba będzie kupić. Ale nie Maltmilla za 1200, pomyślę nad czeskim Porketem za 180zł.


A tak fantastycznie wygląda ześrutowany słód. Trochę łusek, trochę ziaren, trochę mąki. Ot, przyroda.

  

Odmierzam wodę - trzymam się proporcji 1:3.
Wodę obliczam dla ok 4 kg słodów, co daje 12 litrów. Przegotowałem ją dzień wcześniej i postawiłem, żeby się odstała.


Dla zainteresowanych wklejam najświeższą tabelę jakości wody w Białymstoku.


Na zdjęciu w sumie to samo co wyżej, tylko nie mogłem się zdecydować które wybrać- na jednym widać jaki jestem przystojny, na drugim z kolei da się zauważyć fragment fajnego telewizora.


W czasie gdy woda podgrzewa się do temperatury 35' myję moje narzędzia. Trochę jak chirurg przy pracy, różnica w stopniu higieny.


Te zdjęcie zamieszczam bo nie pamiętam już, czego tam szukam. Może jak parę razy na nie spojrzę to wróci mi pamięć.


Poleciały pierwsze słody...


...i drugie, i trzecie.


Jeśli chodzi o przerwy, trzymałem się tego:

10 min (46') ferulikowa
15 min (53') białkowa
30 min (63') maltozowa
10 min (72') dekstrynowa



Słody monachijski, pilzneński i pszeniczny zacierałem razem od samego początku. Pszeniczny karmelowy dosypałem mniej więcej w połowie przerwy maltozowej, czekoladowy poszedł na sam koniec zacierania.


Niestety, nie miałem jak zrobić próby jodowej. Po prostu gdzieś zgubiłem flakonik z jodyną. Przetrzymałem więc zacier w temperaturze 76' przez 5-10 minut i wyłączyłem palniki.


Filtracja. Z doświadczenia wiem, że słody pszeniczne niechętnie współpracują jeśli chodzi o ten etap.


Póki w garze jeszcze jest dużo i gorąco, przenoszę zacier małymi porcjami. W ten sposób układam ładnie młóto na filtrze. Później nie będę już taki delikatny.


Właściwie, to dlaczego by tym nie zamieszać? Nie bardzo widzę sens w dbaniu o "nieruszalność" młóta. Po jakimś czasie przecież całość i tak się zapycha od mączki, i trzeba to jakoś rozruszać, żeby filtrowało dalej.


Tradycyjnie 2-3 pierwsze litry zwracam do zacieru i puszczam dalej w obieg.


Podczas gdy ja zajmuję się filtrowaniem, Asiunia, manager i kontrola jakości warzenia w jednej osobie, opracowuje recepturę do kolejnej warki.


Po filtrowaniu otrzymałem 16 litrów brzeczki. Do wysładzania użyłem 11-12 litrów wody.


Chmielenie Lubelskim według zasady:

80 min
20g w 10 min
10g w 50 min
10g w 75 min


Chłodnica wrzucona do gara 10 minut przed końcem chmielenia.


Zejście z wrzątku do temperatury 21' zajmuje ok. 20-30 minut, trochę długo, ale strumień nie był zbyt silny to raz, a dwa, to niezbyt często mieszałem brzeczkę.


Ok, zaczynają się problemy.

Uzyskałem 10 litrów (20 blg) po oddzieleniu chmielin, które w tym wypadku okazały się zajebiście upierdliwe. Tak jak wcześniej nigdy nie miałem z nimi problemów, odlepiały się elegancko od brzeczki, tak teraz... tragedia. Wolno opadały na dno, i były nad wyraz rozproszone, co utrudniało ich odfiltrowanie. Skorzystałem z muślinowej siateczki do chmielenia - wlewając do niej zacier i ściskając... porażka. Następnym razem granulat czy szyszki, nieważne- chmielenie robię w siateczkach.

Druga sprawa, zorientowałem się, że nie mam wody do uzupełnia objętości! Pognałem do najbliższego sklepu nocnego, który znajduje się kilometr ode mnie. Wróciłem razem z 24 litrami wody primavera...

Aby uzyskać 12 blg, dodałem 6 litrów wody. Wyszło mi więc tylko 16 litrów brzeczki! Zastanawiam się cały czas, gdzie, na jakim etapie produkcji miałem taką stratę wydajności.

Drożdże, WB-06, rehydratyzowałem jakiś czas wcześniej, więc szybciutko je dodałem do wiadra i zamknąłem temat. Pokrywa bez rurki, lekko przymknięta. Temperatura ok. 21'.


Wstyd się przyznać, ale podczas warzenia trochę się napiłem, i gdyby nie notatki i zdjęcia, to nad ranem bym się zdziwił, co robią pełne fermentatory w pokoju i dlaczego wszystko się lepi od słodu.
Co zrobić... w Lidlu była promocja - piwo pszeniczne Grafenwalder za 1.79zł! Kupiłem od razu 23 sztuki. A podczas pracy przy kotle człowiek jest tak zaabsorbowany, że nie liczy ile i czego wypił... Piwo, muszę przyznać, zacne. Moje skromne podniebienie podpowiada mi, że lepsze od Okocim Pszeniczne.

Tymczasem w połowie warzenia znajduje się kolejna warka... ale o tym już w następnym poście.

4 października 2010


Wszystko, poza objętością, wydaje się być w porządku. Po zapachu raczej nie poznam co z tego wyjdzie, woń silna, ale nie odpychająca. Bąbel trwały, śladów pleśni nie znalazłem. Nie będę tego ruszać przez tydzień, potem zmierzę blg i zadecyduję, czy dawać na cichą. Pewnie przy tak małej warce drożdże maksymalnie przejadły cukier.

10 października 2010


Przelewam na cichą, blg 3.

Ocena organoleptyczna:
- bez wyraźnego kwasu, tylko nieznacznie kwaskowate
- w miarę treściwe ("w miarę", bo nie tak treściwe jak warka nr.6, którą zlewałem parę minut wcześniej). 
- kolor całkiem całkiem, ale wolałbym, żeby był nieco ciemniejszy. W porównaniu do nr.6 bardziej mętne, i ciut jaśniejsze.
- brak infekcji!

Przelew do butelek 13-14 października. 


12 października 2010






Wstępna wersja etykiety- bez poprawnych danych (zostały z poprzedniej warki). Całokształt raczej już się nie zmieni.