Jak już wszyscy wnikliwi czytelnicy dobrze wiedzą, będzie to Irish Red Ale. Dziś będę warzył sam, bez pomocy osób trzecich (zazwyczaj miałem pomocnika i fotografa w jednej osobie). Godzinę zajęło mi mycie i przygotowywanie sprzętu, zabieram się do pracy. Nie sądzę, żeby całość trwała tak długo jak w przypadku pszenicznego. W końcu przetestuję też filtrator z oplotu. Zdjęć nie przewiduję zbyt wiele, w końcu wszystko będzie przebiegało bardzo podobnie, ale od czasu do czasu aparat postawiony na statywie coś tam pstryknie, bez obaw :)
Jest nieźle - warzenie zajęło mi zaledwie 6-7 godzin, razem ze sprzątaniem i myciem sprzętu. Ale po kolei: do 12 litrów wody (filtrowana) o temp. 35'c wsypałem wszystkie słody (stosunek woda/słód 3:1), zamieszałem, i powolutku doprowadziłem do pierwszej i ostatniej w tym wypadku przerwy - 67'c przez 60 minut.
Zapachy te same co przy warzeniu pszenicznego. Boskie. Dodatkowo w IRA (Irish Red Ale) pełniejsze wrażenia wizualne - palony jęczmień, więcej rodzajów słodu - było w czym zamieszać :)Utrzymanie temperatury nie było szczególnie trudne - podgrzewałem, ciągle mieszając, do właściwej, po czym wyłączałem palniki, przykrywałem gar pokrywą i nastawiałem minutnik na 10 minut. Po tym czasie sprawdzałem jak ma się brzeczka. Przeważnie temp. spadała o 1 stopień. Czekałem aż spadnie o 2-3 stopnie, delikatnie podgrzewałem, znów nastawiałem minutnik, i... większość czasu spędziłem przed TV oglądając Pogromców Mitów :)
Brzeczka jest wyraźnie gęstsza niż w przypadku warzenia pszenicznego - mimo, że proporcje wody i słodu zachowałem takie same.
Przy tak urządzonym warsztacie praca przebiegała nad wyraz sprawnie i szybko. Na dole wiadro na odfiltrowaną, klarowną brzeczkę, nad nim stoi kadź razem z filtratorem. Po negatywnych próbach jodowych (już pierwsza wyszła negatywnie, po paru minutach powtórzyłem zabieg żeby się upewnić), dogrzałem do 76'c i przygotowałem się do filtrowania - pełen obaw, bo starą kadź filtracyjną zniszczyłem, a filtratora z oplotu jeszcze nie używałem.
Najwygodniej przenieść zacier za pomocą mniejszego naczynka. Po prawej stronie widać spodek z próbami jodowymi.
Filtrator spisał się na medal. Po zwróceniu 2-3 pierwszych litrów brzeczki z powrotem do filtrowania, w ciągu 10-15 minut miałem już pięknie odfiltrowane młóto.
Do wysładzania użyłem 9 litrów wody o temp. 80'c. Poprzednio korzystałem z przegotowanej wody z kranu - tym razem cała warka bazowała na wodzie filtrowanej. Uzyskałem w ten sposób 15 litrów brzeczki. Tutaj jedna mała myśl, którą będę musiał rozwinąć przy okazji - o ile filtrator działa rewelacyjnie, to nie jest zbyt wydajny - zostało jeszcze sporo słodów w młócie. Muszę pomyśleć, jak maksymalnie je odfiltrować. Zmarnowałem bowiem w ten sposób ok. 1-2 litra cennego słodu.
Ciemna, głęboka barwa, ładna beżowa pianka. Gotowałem zaczynając od temperatury brzeczki = 55'c, w 30 minut doprowadziłem ją do wrzenia.Chmielenie:
w 5 minucie chmiel goryczkowy (20gr), w 30 minucie aromatyczny (30gr).
Całość przebiegła bez najmniejszych problemów. Właściwie tylko co parę minut trzeba było podejść do gara, zamieszać, skorygować moc palników itp., i tyle mojego udziału przy chmieleniu.
Do chłodzenia użyłem swojej miedzianej chłodnicy, tym razem na ostatnie 7 minut chmielenia wstawiając ją do brzeczki. Zmierzyłem też ilość wody potrzebną na schłodzenie ze 100-21'c - poszło 56 litrów zimnej wody (między 1/3 a 1/2 tradycyjnej wanny) w czasie 10-15 minut. 1000 litrów kosztuje 5.67zł, więc 56 litrów to koszt rzędu 32 groszy. Wydatek do przełknięcia.
Po sklarowaniu i dekantacji uzyskałem ~11 litrów brzeczki o blg równym 20,5. Konkretny wynik. Wodą filtrowaną rozrobiłem całość uzyskując 18.5 litrów o gęstości 12 blg. Tutaj właśnie widać mój błąd przy filtrowaniu - te brakujące 2 litry, które zostały w mycie.Oto jak przedstawiały się proporcje podczas dodawania wody:
11 litrów + 4 litry = 15 litrów o blg 15
15 litrów + 2 litry = 17 litrów o blg 13.5
17 litrów + 1.5 litra = 18.5 litra o blg 12
Drożdże zadałem w temp. 22'c (oczywiście wcześniej rehydratyzowane, woda filtrowana, 22'c), pięknie mi wyrosły, coś czuję, że ruszy z kopyta. Na zegarku godzina 18.40.
parę godzin później (ok. północy)
Ruszyło, tak jak przewidywałem, szybciutko. Piany nie ma wysokiej, ale pracuje. Okna pootwierane, temp. w pokoju 18'c, burzliwa przebiega, jeśli wierzyć termometrowi przyklejonemu na fermentator, w temp. 19-20'c. Pokrywa szczelnie zamocowana. Zgodnie z instrukcją potrzymam ok 6 dni na burzliwej i ok 12 dni na cichej. Zalecana temp. fermentacji to 18-22'c, więc wszędzie przyjmuję średnie czasy. Planowane butelkowanie w okolicach 22 kwietnia, pierwsza degustacja na początku maja. Tymczasem zamawiam już kolejne słody :)
7 maja 2010
Wiem już, że piwo wyszło znakomicie :)
Ale cofnijmy się nieco w czasie:
14 kwietnia, pomiar blg równy 3,5. Kilka dni wcześniej też sprawdzałem, było tak samo - więc czas butelkować. Szkło testowo nie płukane chlorem - tylko dokładnie potraktowane Ludwikiem, bardzo gorącą wodą i myjką. Zobaczymy - jak zakażenia nie będzie, chlor będę stosować jedynie przy silnych zabrudzeniach. Znacznie przyspieszy to produkcję...
Zdjęcie powyżej przedstawia brzeczkę podczas fermentacji burzliwej.
Podczas przelewania na cichą. Stała 15 dni. Praktycznie w ogóle do niej nie zaglądałem.
Osad aż miło popatrzeć.
Podczas zlewania z cichej nie korzystałem z wężyka, puściłem troszkę przez kranik, wylałem, reszta która spływała leciała już po ściance do czystego wiadra. Dodałem 180gr glukozy, wymieszałem dokładnie, i zacząłem rozlewać do butelek. Niewiele tego wyszło, 38 szkieł.
Tak to wygląda dziś, ok. tygodnia po zabutelkowaniu. Nagazowanie bardzo przyjemne, w smaku... poezja :) Uważam, że to pierwsze piwo, które mi wyszło. A przynajmniej pierwsze, które mi smakuje bez żadnego "ale". Bardzo treściwe, konkretne posmaki kawy i palonego karmelu, bez żadnych niepożądanych esencji - ani goryczy, ani kwasu. Dziwię się, że zaledwie tydzień wystarczył, by osiągnąć taki efekt. Z 38 butelek zostało już ok 15, biorę przykład z pszenicznego - trzeba było go pić, póki był naprawdę niezły - teraz nabiera kwasu, a minął zaledwie miesiąc i 7 dni. Z RIA mam nadzieję, że tak nie będzie - 5 butli zostawię na sprawdzenie po miesiącu, dwóch, trzech itd., ale resztę zamierzam szybciutko rozdać rodzinie i znajomym.
Tym piwem naprawdę można się delektować. Jestem pod wrażeniem!
Etykieta. Podziękowania dla Aldony za wydruki :) A poniżej gotowa buteleczka.
23 maja 2010
Niechcący zamroziłem RIA (bo kto takie straszne rzeczy robi specjalnie?), ale nie wylałem, tylko spróbowałem jak smakuje.
O ile dla zwykłego, komercyjnego piwa jest to już zupełna dyskwalifikacja, to muszę przyznać, że w przypadku tego piwa domowego... smak się nie zmienił :) Owszem, spadło nagazowanie, o wiele mniejsza pianka, ale jak najbardziej dało się to wypić - nawet ze smakiem. No no...
24 maja 2010
Zmęczony długim dniem usiadłem wieczorem, i otworzyłem sobie jedno piwko. Ehh, to chyba najlepsze piwo jakie piłem do tej pory :)
Oczywiście nie mieszam do tego pszenicznych!
Niestety, zostało mi już zaledwie 12 butelek. Wiem jednak z całą pewnością, że do tego gatunku będę chętnie wracał - bez zabawy w 20 litrowe warki, tylko konkretnie, 60, 80 litrowe. Zamówienia już są ;)













