Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carared. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carared. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 marca 2011

warka 8 - Irish Red Ale #2

Tak, jak sobie kiedyś obiecywałem, powtarzam ten niezwykły gatunek. Piwo bardzo proste w zacieraniu, niekłopotliwe w filtrowaniu, świetne w smaku. Jedne z tych, które można podarować praktycznie każdemu znajomemu, w odróżnieniu od niszowych pszenicznych, które nie każdemu smakują.

Słody i drożdże kupione w zestawie, tak jak poprzednio, z nadzieją na powtarzalność wyniku.


W dzisiejszej odsłonie nowy zawodnik na ringu: termometr zakupiony w IKEA, pozornie do mięsa. Po tej warce okazało się,że nadaje się też dobrze do zacierania. Jedyna jego wada to taka, że często się zawiesza przy dużej różnicy temperatur. Pewną niedogodnością może być też brak alarmu spadku temperatury poniżej wprowadzonej wartości (przekroczenie sygnalizuje jak najbardziej).


Termometr ma umieszczony z tyłu dość silny magnes, więc mogę go sobie wygodnie umiejscowić na okapie i w każdej chwili na wysokości oczu mam odczyt.


Szkoda, że ma ostre zakończenie, trzeba uważać podczas mierzenia, żeby nie porysować dna gara. Niemniej jego cena (nie pamiętam już dobrze, ok 20zł) nie była zaporowa, i póki co, służy mi dobrze. A sonda jest na tyle lekka, że można ją po prostu położyć na powierzchni zacieru i sama będzie opadać, podając w miarę realne odczyty.


Zacieranie:
- zasyp taki sam jak w przypadku poprzedniej warki IRA,
- 12 litrów wody 35'C,

Przerwy:
- 67'C przez 60 minut,
- 72'C przez 3-5 minut (próby jodowej nie robię już od dawna)
- 76'C i po osiągnięciu  tej temperatury wyłączam palniki i szykuję się do filtrowania.

Wysładzanie:
- poprzednio wysładzałem 9-ma litrami o temp. 80'C, uzyskując 15 litrów brzeczki, ale po chmieleniu okazało się, że mam problemy z wydajnością (wyszło 18.5 litra). W tej warce do wysładzania użyłem 12 litrów wody (temp. bez zmian), finalnie do chmielenia miałem przygotowane ok. 18 litrów brzeczki.
- poprzednio filtrowałem na szybko, całość przeszła w ciągu 15 minut. Teraz bawiłem się kranikiem, ustawiłem na małą przepustowość i całość trwała ok. 45 minut.


Chmielenie standardowo dla IRA:
- 20 g Marynki w 5 minucie
- 30 g Lubelskiego w 30 minucie.


Chłodzenie przebiegło identycznie jak w przypadku poprzedniego zacieru. Zejście z 99'C do 20'C trwało 20 minut.


Dekantacja jak zwykle kłopotliwa. Nie wiem dlaczego, ale od jakiegoś czasu tak mam - chmieliny nie chcą zbitą, przepraszam, kupą, opaść na dno, i w rezultacie tracę 1-2 litra cennej brzeczki. Chociaż staram się jak mogę, co widać na załączonym poniżej obrazku...


Nie byłbym sobą, gdybym czegoś na koniec nie rozlał :)
Uparłem się, żeby odzyskać część warki z chmielin, ale skończyło się to dość smutno. Darowałem sobie; lepiej iść w jakość a nie w ilość. Zresztą, może ten zasyp tak już ma? Po raz drugi wyszła mi tak niska wydajność. Nie będę kombinować, dla 4 dodatkowych butelek nie warto ryzykować infekcji.
Tak czy inaczej, mam 12.5 litra przy blg równym 17.5. Rozwodniłem do 12.5 blg i uzyskałem ~18 litrów. Drożdże zadane, czekamy na wyniki...

PS Tak jak wcześniej pisałem, miałem w planie nagrać co nieco kamerą... nagrałem co nieco, ale na razie nic nie wrzucam. Może niebawem, przy okazji edycji posta... sprawa rozwojowa. Wygląda fajnie, ale muszę nad tym popracować.

2 kwietnia 2011
 
Zlewanie na cichą; na burzliwej postało sobie równo tydzień i starczy.


Próbki pobieram teraz tak: przemywam wodą menzurkę i ballingometr, wyparzam chochlę. Tylko chochla ma kontakt z brzeczką, próbkę sprawdzam w smaku i wylewam do zlewu. Dla 100ml piwa nie będę ryzykować zakażeniem...


4.5'blg. Norma. Śmiało można zlewać.


W smaku całkiem ok. Przede wszystkim - nie oceniam na tym etapie piwa, bo wiem już, jak bardzo się zmieni po cichej, refermentacji i leżakowaniu. Sprawdzam jedynie, czy nie jest zainfekowane. Nie jest! Lekko kwaśne, ale nie wykręca. Takie właśnie powinno być po burzliwej.


Piękna, mięciutka, pachnąca gęstwa czekająca na zebranie. Mówiłem już, że po zlaniu, przez chwilę wygląda jak rafa koralowa? Bardzo lubię drożdże. Mają w sobie coś magicznego.


OK. Zbieranie gęstwy. Sporo czytałem, każdy robi to po swojemu, każdy trochę inaczej. Napiszę jak ja to zrobiłem - a Wy sami ocenicie, czy to dobra, czy zła metoda.

- gęstwę zbierałem ostrożnie, żeby nie porysować dna fermentatora, wyparzoną chochlą.


- za nowe mieszkanie drożdżom posłużył słoik po ogórkach. Rzecz jasna dokładnie wymyty i wyparzony.


- nazbierało się tego całkiem sporo. Nie bawiłem się w dokładne zbieranie czystszych rejonów, po prostu ładowałem jak leci.


- słoiczek bez żadnego wirowania, przemywania czy czego tam jeszcze wstawiłem do lodówki. Pokrywa lekko zakręcona, tak, żeby pracujące drożdże nie rozsadziły szkła. Pod słoik podstawiłem na wszelki wypadek podstawkę, żeby nie zalało lodówki.

Ot, i wszystko!

16 kwietnia 2011

Czas butelkowania... Pomiar blg - 3', co wg. wzoru daje nam 4,6% alkoholu (doliczyć jeszcze trzeba wpływ refermentacji, gotowe będzie miało ok. 5%)

Butelki wymoczone w wannie (zrywanie etykiet), przepłukane wodą, sprawdzone w miarę dokładnie pod kątem pleśni - potem na 10 minutowe wyparzanie w temp. 200'C w piekarniku - mam nadzieję, że to wystarczające środki ochrony przed infekcją (której obawiam się coraz bardziej, z każdą kolejną warką mam bowiem wrażenie, że coraz bardziej odpuszczam sobie sterylność)

Glukozy na 18 litrów dałem 180 g. Czyli praktycznie tyle samo, co w przypadku pierwszej warki IRA. Jedyna różnica, to sposób podania - wcześniej glukozę sypałem do pustego fermentatora, i przelewałem do niego piwo. Tym razem odwrotnie - odmierzoną ilość wsypałem do przygotowanego wiadra - natychmiast pojawiła się niesamowita, gęsta pianka.


Oczywiście próbowałem i pianki, i samego piwa. Smak po prostu zajebisty :)
Jeśli wszystko pójdzie tak dalej, będzie to moje najlepsze piwo. Już na tym etapie była wyczuwalna lekka goryczka, treściwość, i, co istotne, praktycznie bez kwaskowatości.


Całość dokładnie wymieszałem, i przelałem do przygotowanych wcześniej butelek. Wyszło ich 37. Zakapslowane wylądowały w skrzynkach i zostaną jutro zniesione do piwnicy.


Etykieta pozostaje po poprzedniej warce, jedynie lekko zmieniona i uaktualniona.

16 kwietnia 2011

Z pewnymi obawami przyniosłem z piwnicy jedną buteleczkę, schłodziłem, i otworzyłem.
Lekkie syknięcie było, ale na porządne nagazowanie przyjdzie mi jeszcze poczekać. Podejrzewam, że nawet miesiąc. Porównując do poprzedniej warki, to dziwna sprawa - wszystko niby tak samo, nawet ta sama pora roku, ale w nagazowaniu kolosalna różnica. Zastanawiam się, czy wpływ ma na to kondycja drożdży, czy możne temperatura? W piwnicy jest dość chłodno...


Smak. Jest OK! Czy raczej - będzie ok, jak będzie gaz. ZERO kwasu, powiedziałbym nawet, że piwo jest lekko słodkawe (czyżby nie ruszona przez drożdże glukoza?). Delikatna goryczka, lekko cierpkie na końcu, już teraz bardzo treściwe, potem może być już tylko lepiej. Najważniejsze - brak infekcji, zmory mojej największej (_jeszcze_ nie miałem, więc wiem, że się zbliża...). Nie wiem dlaczego, miałem też skojarzenia z wędzonymi słodami.

Cóż, czekamy! Za tydzień kolejna butelka.

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

warka no.3 - Irish Red Ale

Czas na trzecią warkę.


Jak już wszyscy wnikliwi czytelnicy dobrze wiedzą, będzie to Irish Red Ale. Dziś będę warzył sam, bez pomocy osób trzecich (zazwyczaj miałem pomocnika i fotografa w jednej osobie). Godzinę zajęło mi mycie i przygotowywanie sprzętu, zabieram się do pracy. Nie sądzę, żeby całość trwała tak długo jak w przypadku pszenicznego. W końcu przetestuję też filtrator z oplotu. Zdjęć nie przewiduję zbyt wiele, w końcu wszystko będzie przebiegało bardzo podobnie, ale od czasu do czasu aparat postawiony na statywie coś tam pstryknie, bez obaw :)

Jest nieźle - warzenie zajęło mi zaledwie 6-7 godzin, razem ze sprzątaniem i myciem sprzętu. Ale po kolei: do 12 litrów wody (filtrowana) o temp. 35'c wsypałem wszystkie słody (stosunek woda/słód 3:1), zamieszałem, i powolutku doprowadziłem do pierwszej i ostatniej w tym wypadku przerwy - 67'c przez 60 minut.

Zapachy te same co przy warzeniu pszenicznego. Boskie. Dodatkowo w IRA (Irish Red Ale) pełniejsze wrażenia wizualne - palony jęczmień, więcej rodzajów słodu - było w czym zamieszać :)

Utrzymanie temperatury nie było szczególnie trudne - podgrzewałem, ciągle mieszając, do właściwej, po czym wyłączałem palniki, przykrywałem gar pokrywą i nastawiałem minutnik na 10 minut. Po tym czasie sprawdzałem jak ma się brzeczka. Przeważnie temp. spadała o 1 stopień. Czekałem aż spadnie o 2-3 stopnie, delikatnie podgrzewałem, znów nastawiałem minutnik, i... większość czasu spędziłem przed TV oglądając Pogromców Mitów :)

Brzeczka jest wyraźnie gęstsza niż w przypadku warzenia pszenicznego - mimo, że proporcje wody i słodu zachowałem takie same.

Przy tak urządzonym warsztacie praca przebiegała nad wyraz sprawnie i szybko. Na dole wiadro na odfiltrowaną, klarowną brzeczkę, nad nim stoi kadź razem z filtratorem. Po negatywnych próbach jodowych (już pierwsza wyszła negatywnie, po paru minutach powtórzyłem zabieg żeby się upewnić), dogrzałem do 76'c i przygotowałem się do filtrowania - pełen obaw, bo starą kadź filtracyjną zniszczyłem, a filtratora z oplotu jeszcze nie używałem.

Najwygodniej przenieść zacier za pomocą mniejszego naczynka. Po prawej stronie widać spodek z próbami jodowymi.

Filtrator spisał się na medal. Po zwróceniu 2-3 pierwszych litrów brzeczki z powrotem do filtrowania, w ciągu 10-15 minut miałem już pięknie odfiltrowane młóto.

Do wysładzania użyłem 9 litrów wody o temp. 80'c. Poprzednio korzystałem z przegotowanej wody z kranu - tym razem cała warka bazowała na wodzie filtrowanej. Uzyskałem w ten sposób 15 litrów brzeczki. Tutaj jedna mała myśl, którą będę musiał rozwinąć przy okazji - o ile filtrator działa rewelacyjnie, to nie jest zbyt wydajny - zostało jeszcze sporo słodów w młócie. Muszę pomyśleć, jak maksymalnie je odfiltrować. Zmarnowałem bowiem w ten sposób ok. 1-2 litra cennego słodu.

Ciemna, głęboka barwa, ładna beżowa pianka. Gotowałem zaczynając od temperatury brzeczki = 55'c, w 30 minut doprowadziłem ją do wrzenia.

Chmielenie:
w 5 minucie chmiel goryczkowy (20gr), w 30 minucie aromatyczny (30gr).

Całość przebiegła bez najmniejszych problemów. Właściwie tylko co parę minut trzeba było podejść do gara, zamieszać, skorygować moc palników itp., i tyle mojego udziału przy chmieleniu.

Do chłodzenia użyłem swojej miedzianej chłodnicy, tym razem na ostatnie 7 minut chmielenia wstawiając ją do brzeczki. Zmierzyłem też ilość wody potrzebną na schłodzenie ze 100-21'c - poszło 56 litrów zimnej wody (między 1/3 a 1/2 tradycyjnej wanny) w czasie 10-15 minut. 1000 litrów kosztuje 5.67zł, więc 56 litrów to koszt rzędu 32 groszy. Wydatek do przełknięcia.

Po sklarowaniu i dekantacji uzyskałem ~11 litrów brzeczki o blg równym 20,5. Konkretny wynik. Wodą filtrowaną rozrobiłem całość uzyskując 18.5 litrów o gęstości 12 blg. Tutaj właśnie widać mój błąd przy filtrowaniu - te brakujące 2 litry, które zostały w mycie.

Oto jak przedstawiały się proporcje podczas dodawania wody:
11 litrów + 4 litry = 15 litrów o blg 15
15 litrów + 2 litry = 17 litrów o blg 13.5
17 litrów + 1.5 litra = 18.5 litra o blg 12

Drożdże zadałem w temp. 22'c (oczywiście wcześniej rehydratyzowane, woda filtrowana, 22'c), pięknie mi wyrosły, coś czuję, że ruszy z kopyta. Na zegarku godzina 18.40.

parę godzin później (ok. północy)

Ruszyło, tak jak przewidywałem, szybciutko. Piany nie ma wysokiej, ale pracuje. Okna pootwierane, temp. w pokoju 18'c, burzliwa przebiega, jeśli wierzyć termometrowi przyklejonemu na fermentator, w temp. 19-20'c. Pokrywa szczelnie zamocowana. Zgodnie z instrukcją potrzymam ok 6 dni na burzliwej i ok 12 dni na cichej. Zalecana temp. fermentacji to 18-22'c, więc wszędzie przyjmuję średnie czasy. Planowane butelkowanie w okolicach 22 kwietnia, pierwsza degustacja na początku maja. Tymczasem zamawiam już kolejne słody :)

7 maja 2010

Wiem już, że piwo wyszło znakomicie :)
Ale cofnijmy się nieco w czasie:

14 kwietnia, pomiar blg równy 3,5. Kilka dni wcześniej też sprawdzałem, było tak samo - więc czas butelkować. Szkło testowo nie płukane chlorem - tylko dokładnie potraktowane Ludwikiem, bardzo gorącą wodą i myjką. Zobaczymy - jak zakażenia nie będzie, chlor będę stosować jedynie przy silnych zabrudzeniach. Znacznie przyspieszy to produkcję...


Zdjęcie powyżej przedstawia brzeczkę podczas fermentacji burzliwej.


Podczas przelewania na cichą. Stała 15 dni. Praktycznie w ogóle do niej nie zaglądałem.


Osad aż miło popatrzeć.
Podczas zlewania z cichej nie korzystałem z wężyka, puściłem troszkę przez kranik, wylałem, reszta która spływała leciała już po ściance do czystego wiadra. Dodałem 180gr glukozy, wymieszałem dokładnie, i zacząłem rozlewać do butelek. Niewiele tego wyszło, 38 szkieł.



Tak to wygląda dziś, ok. tygodnia po zabutelkowaniu. Nagazowanie bardzo przyjemne, w smaku... poezja :) Uważam, że to pierwsze piwo, które mi wyszło. A przynajmniej pierwsze, które mi smakuje bez żadnego "ale". Bardzo treściwe, konkretne posmaki kawy i palonego karmelu, bez żadnych niepożądanych esencji - ani goryczy, ani kwasu. Dziwię się, że zaledwie tydzień wystarczył, by osiągnąć taki efekt. Z 38 butelek zostało już ok 15, biorę przykład z pszenicznego - trzeba było go pić, póki był naprawdę niezły - teraz nabiera kwasu, a minął zaledwie miesiąc i 7 dni. Z RIA mam nadzieję, że tak nie będzie - 5 butli zostawię na sprawdzenie po miesiącu, dwóch, trzech itd., ale resztę zamierzam szybciutko rozdać rodzinie i znajomym.
Tym piwem naprawdę można się delektować. Jestem pod wrażeniem!

 Etykieta. Podziękowania dla Aldony za wydruki :) A poniżej gotowa buteleczka.


23 maja 2010

Niechcący zamroziłem RIA (bo kto takie straszne rzeczy robi specjalnie?), ale nie wylałem, tylko spróbowałem jak smakuje.
O ile dla zwykłego, komercyjnego piwa jest to już zupełna dyskwalifikacja, to muszę przyznać, że w przypadku tego piwa domowego... smak się nie zmienił :) Owszem, spadło nagazowanie, o wiele mniejsza pianka, ale jak najbardziej dało się to wypić - nawet ze smakiem. No no...

24 maja 2010

Zmęczony długim dniem usiadłem wieczorem, i otworzyłem sobie jedno piwko. Ehh, to chyba najlepsze piwo jakie piłem do tej pory :)
Oczywiście nie mieszam do tego pszenicznych!

Niestety, zostało mi już zaledwie 12 butelek. Wiem jednak z całą pewnością, że do tego gatunku będę chętnie wracał - bez zabawy w 20 litrowe warki, tylko konkretnie, 60, 80 litrowe. Zamówienia już są ;)