Czytałem też, że wodę do IPA trzeba wcześniej odpowiednio przyszykować - obniżyć jej PH poprzez dodanie gipsu piwowarskiego. Mam, kupiłem, ale nie użyłem.
Nie użyłem, bo warzenie IPA spadło na mnie jak żółty jesienny liść - niespodziewanie, za kołnierz, bez ostrzeżenia.

Oczywiście, nic się strasznego nie stało. Oficjalna instrukcja warzenia nawet o gipsie nie wspomina. Jeśli te będzie pijalne (ok, umówmy się - pijalne są WSZYSTKIE moje warki), pokuszę się o kupienie kolejnego takiego zestawu, tym razem dodając gips. Różnica powie sama, czy warka skórka wytrawnego gipsu (oj coś nie tak z tym przysłowiem)
Pierwszy raz robię na takiej ilości słodu Pale Ale (praktycznie 100% zasypu). Objętościowo również jest nieco wyżej - 4.7 kg zamiast tradycyjnych 4, do których przyzwyczaiły mnie już zestawy z Browamatora.
Mamy też nieco ciekawych odmian chmielu - Challenger i Fuggles. Dodatkowo chmielenie na zimno - uwielbiam, rozpływam się, kocham, jeśli mogę spróbować czegoś nowego i zdobywać w ten sposób doświadczenie. Uczucie nie do opisania - naprawdę serce rośnie.
Tak jak poprzednio najpierw podgrzałem wodę do 70'c. Spodobała mi się ta opcja, będę już ją stosował przy każdej warce. Jest to o wiele skuteczniejsze niż podgrzewanie w sposób ciągły wody ze słodami.
Stosunek woda : słody ustaliłem początkowo na 3:1, ale po 20 minutach musiałem dolać gorącej wody - zacier wydał mi się zbyt gęsty, a nie chciałem mieć problemów z filtrowaniem - zdecydowałem się zmienić proporcje z 3:1 na 3.5:1 (czyli początkowe 14 l wody zmieniło się w 16.5 l)

Raz niechcący się zamyśliłem i przegrzałem zacier do 72'c (ale warto było, myśli takie że jaaaa). Bez paniki wymieszałem solidnie w garze i zdjąłem z palników. Pomogło.
W ogóle, te miejscowe przegrzania zacieru to już nie pierwszy raz. Nie lubię!

Robiłem też próbę jodową. Słowo daję, po raz ostatni... Tak wygląda zacier PRZED dodaniem jodyny.

A tak wygląda PO (nie mylić z partią). Naprawdę, nie widzę sensu. Brudzenie spodka i nic więcej.
Po upływie godziny dogrzewam całość do 72 stopni, czekam 10 minut, dobijam do 78 stopni i kończę zacieranie.
W między czasie zastanawiam się, co bym zrobił, gdyby w rurach zabrakło gazu. Wiecie, jak drogi jest prąd?...

Przelewanie do filtratora.
Ujęcie doskonale pokazuje, że moja prawa ręka stworzona jest do filtracji. Ponoć, gdy odbierali poród ze mną w roli głównej, lekarz po zobaczeniu mojej ręki tylko się zaśmiał, popił łyczka z butelki i z niedowierzaniem pokiwał głową. Tak było...

Pierwsze 10 litrów mętnego filtratu w dwóch porcjach zlałem ponownie do obiegu. Jednak bez żadnej poprawy - a nie mam doświadczenia w tym gatunku słodu - więc pozwalam reszcie wypływać tak jak sobie chce.

Wysładzanie 10 litrami wody (78/80'c). Filtrowanie zajmuje mi godzinę.

Ponownie wyciskam słody pokrywą od garnka. Na tyle skutecznie, że uzyskuję 19 litrów filtratu i na tyle zaciekle, że odpada gałka. Zawsze powtarzałem, że nie można ufać pokrywkom. A już zwłaszcza jesienią.

Czas na chmielenie! Brzeczka jak zwykle wejście w gar robi z wielką pompą. Ja w swoich kapciach i skarpetkach mogę jedynie patrzeć z zazdrością. Boże mój, być jak brzeczka... może kiedyś...

W 5 minucie gotowania leci Marynka.
Pa pa, Marynko, jak będziesz na miejscu napisz smsa albo po prostu puść strzałkę.
I w ogóle, odzywaj się.

W 35 minucie Challenger - to dopiero wyzwanie! A to co widać na obrazku, to nie zdjęcie satelitarne naszej zielonej planety (ok, ponoć błękitna) tylko efekt wsypania chmielu i powstrzymanie się od wymieszania z brzeczką.

Na ostatnie 3 minuty gotowania wchodzi chmiel Fuggles. Podzieliłem go na dwie części - 10 g teraz, 20 g dodam podczas fermentacji cichej (tak po cichu).

A teraz chcę pokazać chłodnicę. Przed chwilą ją wymyłem, i zaraz wyląduje we wrzątku celem wyparzenia. Robię tak zawsze na ok 10 minut przed końcem chmielenia.
Cholernie ją lubię, bo jest z miedzi, zrobiłem ją sam, i działa idealnie. Poza tym, w odróżnieniu od niektórych ludzi, ma dużo zwojów.

Chłodzenie w toku. Łazienki jak nie miałem, tak nie mam, więc nadal korzystam z mało apetycznie brzmiącego połączenia - kibel -> warka -> zlew.
Do 26 stopni schodzę w 20-25 minut.

Szykuję drożdże - woda do rehydratyzacji ma 24'c.
Ja lekko ponad 36.6, ale nie powinno to znacząco wpłynąć na ich rozmnażanie. Jednak na wszelki wypadek staram się nie zbliżać za bardzo do porodówki.

Zdjęcie +18, bo przedstawia człowieka przepłukującego usta czystym spirytusem. Wierzcie mi, lubię alkohol, ale to jest najgorszy etap całego warzenia. Aż mnie skręca. Mam nadzieję, że to naprawdę coś daje i ginie w ten sposób sporo bakterii, bo to paskudne uczucie.
Aha, robię tak przed zlewaniem brzeczki po chmieleniu - i wciąż myślę, jak zrobić, żeby nie zasysać rurki ustami.
Kurde, jakbym tego nie napisał źle brzmi.

Chmieliny uwięziły sporo wartościowej brzeczki. Biorę więc sitko i przecedzam dwukrotnie, przecież całość i tak jest mętna, nie przeszkadza mi, że przedostają się jakieś drobiazgi - podczas fermentacji pójdzie to na dno.
Mała uwaga - zapomniałem wyparzyć sitko. I po co ten spirytus? :(

Mierzenie blg i dodawanie wody (primavera).
Początkowa wartość to 20'blg, przy kolejnych dawkach wody wygląda to następująco:
20 blg + 4 litry wody = 16 blg
16 blg + 2 litry wody = 15 blg
15 blg + 1 litry wody = 14,5 blg
Proszę Państwa, mam 20 litrów brzeczki wraz ze świetnym wynikiem 14,5 blg.

Wcześniej przygotowane drożdże maszerują do wiadra. Na tym etapie zawsze czuję się odprężony i zadowolony z siebie. Na zdjęciach tego może nie widać, bo zarost przykrywa 3/4 uśmiechu i jest ciemno, ale naprawdę się cieszę :) Jeszcze tylko szczelnie zamknąć pokrywę, zamontować rurkę fermentacyjną, termometr i można spokojnie planować kolejną warkę.
Tak, to zdecydowanie nałóg!
Etykieta, tym razem, jako że w Indiach wszystko wydaje się być odmienne, w orientacji poziomej a nie pionowej.

W ogóle, te miejscowe przegrzania zacieru to już nie pierwszy raz. Nie lubię!

Robiłem też próbę jodową. Słowo daję, po raz ostatni... Tak wygląda zacier PRZED dodaniem jodyny.

A tak wygląda PO (nie mylić z partią). Naprawdę, nie widzę sensu. Brudzenie spodka i nic więcej.
Po upływie godziny dogrzewam całość do 72 stopni, czekam 10 minut, dobijam do 78 stopni i kończę zacieranie.
W między czasie zastanawiam się, co bym zrobił, gdyby w rurach zabrakło gazu. Wiecie, jak drogi jest prąd?...

Przelewanie do filtratora.
Ujęcie doskonale pokazuje, że moja prawa ręka stworzona jest do filtracji. Ponoć, gdy odbierali poród ze mną w roli głównej, lekarz po zobaczeniu mojej ręki tylko się zaśmiał, popił łyczka z butelki i z niedowierzaniem pokiwał głową. Tak było...

Pierwsze 10 litrów mętnego filtratu w dwóch porcjach zlałem ponownie do obiegu. Jednak bez żadnej poprawy - a nie mam doświadczenia w tym gatunku słodu - więc pozwalam reszcie wypływać tak jak sobie chce.

Wysładzanie 10 litrami wody (78/80'c). Filtrowanie zajmuje mi godzinę.

Ponownie wyciskam słody pokrywą od garnka. Na tyle skutecznie, że uzyskuję 19 litrów filtratu i na tyle zaciekle, że odpada gałka. Zawsze powtarzałem, że nie można ufać pokrywkom. A już zwłaszcza jesienią.

Czas na chmielenie! Brzeczka jak zwykle wejście w gar robi z wielką pompą. Ja w swoich kapciach i skarpetkach mogę jedynie patrzeć z zazdrością. Boże mój, być jak brzeczka... może kiedyś...

W 5 minucie gotowania leci Marynka.
Pa pa, Marynko, jak będziesz na miejscu napisz smsa albo po prostu puść strzałkę.
I w ogóle, odzywaj się.

W 35 minucie Challenger - to dopiero wyzwanie! A to co widać na obrazku, to nie zdjęcie satelitarne naszej zielonej planety (ok, ponoć błękitna) tylko efekt wsypania chmielu i powstrzymanie się od wymieszania z brzeczką.

Na ostatnie 3 minuty gotowania wchodzi chmiel Fuggles. Podzieliłem go na dwie części - 10 g teraz, 20 g dodam podczas fermentacji cichej (tak po cichu).

A teraz chcę pokazać chłodnicę. Przed chwilą ją wymyłem, i zaraz wyląduje we wrzątku celem wyparzenia. Robię tak zawsze na ok 10 minut przed końcem chmielenia.
Cholernie ją lubię, bo jest z miedzi, zrobiłem ją sam, i działa idealnie. Poza tym, w odróżnieniu od niektórych ludzi, ma dużo zwojów.

Chłodzenie w toku. Łazienki jak nie miałem, tak nie mam, więc nadal korzystam z mało apetycznie brzmiącego połączenia - kibel -> warka -> zlew.
Do 26 stopni schodzę w 20-25 minut.

Szykuję drożdże - woda do rehydratyzacji ma 24'c.
Ja lekko ponad 36.6, ale nie powinno to znacząco wpłynąć na ich rozmnażanie. Jednak na wszelki wypadek staram się nie zbliżać za bardzo do porodówki.

Zdjęcie +18, bo przedstawia człowieka przepłukującego usta czystym spirytusem. Wierzcie mi, lubię alkohol, ale to jest najgorszy etap całego warzenia. Aż mnie skręca. Mam nadzieję, że to naprawdę coś daje i ginie w ten sposób sporo bakterii, bo to paskudne uczucie.
Aha, robię tak przed zlewaniem brzeczki po chmieleniu - i wciąż myślę, jak zrobić, żeby nie zasysać rurki ustami.
Kurde, jakbym tego nie napisał źle brzmi.

Chmieliny uwięziły sporo wartościowej brzeczki. Biorę więc sitko i przecedzam dwukrotnie, przecież całość i tak jest mętna, nie przeszkadza mi, że przedostają się jakieś drobiazgi - podczas fermentacji pójdzie to na dno.
Mała uwaga - zapomniałem wyparzyć sitko. I po co ten spirytus? :(

Mierzenie blg i dodawanie wody (primavera).
Początkowa wartość to 20'blg, przy kolejnych dawkach wody wygląda to następująco:
20 blg + 4 litry wody = 16 blg
16 blg + 2 litry wody = 15 blg
15 blg + 1 litry wody = 14,5 blg
Proszę Państwa, mam 20 litrów brzeczki wraz ze świetnym wynikiem 14,5 blg.

Wcześniej przygotowane drożdże maszerują do wiadra. Na tym etapie zawsze czuję się odprężony i zadowolony z siebie. Na zdjęciach tego może nie widać, bo zarost przykrywa 3/4 uśmiechu i jest ciemno, ale naprawdę się cieszę :) Jeszcze tylko szczelnie zamknąć pokrywę, zamontować rurkę fermentacyjną, termometr i można spokojnie planować kolejną warkę.
Tak, to zdecydowanie nałóg!
1 listopada 2011
Etykieta, tym razem, jako że w Indiach wszystko wydaje się być odmienne, w orientacji poziomej a nie pionowej.











